wtorek, 01 marca 2011
Siedem rzeczy

Siedem rzeczy o mnie. Do zabawy zaprosił mnie nasz robótkowy Skrzacik już dosyć dawno temu ale jakoś nie mogłam się zebrać i coś napisać. Szkoda, że nie siedem życzeń - to już bym dawno napisała ;-)

No to zaczynamy

1. Urodziłam się co najmniej sto lat za późno - tak przynajmniej twierdziła moja świętej pamięci babcia, kiedy jeszcze żyła. Kocham to co stare, klimat tamtej epoki, piękno rzeczy użytkowych, zachwycam się sukniami i wnętrzami. Uwielbiam czytać o dawnych obyczajach.

2. Punkt drugi jest powiązany z pierwszym. Kolekcjonuję stare wzory koronek i haftów (co nie oznacza, że je od razu robię).

3. Nałogowo kupuję książki. Co doprowadziło do tego, że w mieszkaniu nie ma już jak się ruszać. Książki są wszędzie. Można powiedzieć, że nas zasypują. A ja nie umiem się ich pozbyć. Co gorsza jak już sobie postanowię, że koniec z przynoszeniem do domu kolejnych, to jakoś tak się składa, że niebawem nasz zbior znów się powiększa. Piszę nasz, bo mój mąż robi to samo ;)

4. Zbieram lalki. Głównie w strojach narodowych i historycznych ale i innymi nie pogardzę. Ale to akurat nie jest nowość, bo o lalkach pisałam i nawet zaczęłam je fotografować tylko mi zapału brakło. Muszę to nadrobić. A przy okazji pochwalę się, że wczoraj zamieszkała ze mną lalka o rozmiarze "plus" popularnie zwana grubaską. Od dawna chciałam ją kupić, ale nie było okazji. Tych lalek już nie produkują a kiedy je jeszcze produkowali wypuszczali dość krótkie serie.

5. Wiecznie chodzę z głową w chmurach i nie lubię jak mnie ktoś ściąga na ziemię

6. Uwielbiam kwiaty i cały parapet mam nimi obstawiony. Bardzo ubolewam, że parapet na kwiaty mam tylko jeden.

7. Lubię wszystko robić sama. Kupuję tylko to co muszę i żałuję, że doba ma tylko 24 godziny. Niestety mam też zwyczaj odkładania zaczętych rzeczy na później, które to "później" jest niewiadomo kiedy. Prawie wszystko musi nabierać u mnie mocy urzędowej. Jednym słowem wszystko bym chciała zrobić ale jestem słomiany zapał.

Pałeczki dalej nie przekazuję bo już chyba wszyscy się w tym temacie wypowiedzieli?


Olajda gdyby się tak dokładnie przyjrzeć to jest to nawet bardziej płaszczyk niż sukienka. Zapięcie jest tylko na karczku.

poniedziałek, 28 lutego 2011
Na chrzest

Na szczęście znalazłam aparat i zdążyłam zrobić kilka zdjęć sweterka przed wysłaniem. Małej i tak pewnie będzie wszystko jedno w co ją ubiorą, ale mam nadzieję, że rodzicom się spodoba no i że będzie dobry. Miarę brałam z ubranka noszonego bardziej przy ciele, więc wymiary sweterka troszeczkę zwiększyłam, żeby się jeszcze jakiś kaftanik i śpioszki zmieściły.

Sweterek wyszedł tak:

DSC05209-dorfi

DSC05210-dorfi

DSC05206

A teraz może uda mi się zrobić coś dla siebie? Waham się pomiędzy trzema wzorami i nie mogę się zdecydować.

piątek, 25 lutego 2011
Robi się

Ostatnio nie próżnuję robótkowo. Na tapecie sweterek na chrzest siostrzenicy. Obecnie jestem w fazie trzeciej, czyli dzierganie na czas. Też macie takie fazy? Faza pierwsza, czyli niech się wali i pali ja MUSZĘ robić na drutach. No po prostu muszę i już bo mam wenę. Faza druga, czyli wypalenie organizmu fazą pierwszą. Ogarnia mnie zniechęcenie i robótka idzie sobie poleżakować bo jakoś nawet patrzeć na nią nie mogę. No i faza trzecia, czyli stwierdzam, że tak mało zostało do końca i nawet całkiem fajna ta robótka, więc trzeba się za nią zabrać, ew. trzeba się za nią wreszcie zabrać bo czas goni. No a mnie właśnie czas goni, bo chrzest jest za tydzień. Wczoraj wybrałam się do pasmanterii po guziki i wstążkę no i kończę. A MUSZĘ go skończyć do niedzieli, żeby w poniedziałek wysłać go priorytetem pocztą. A czemu go nie zawiozę chociaż na chrzciny się wybieram? Ano dlatego, że moje dzieci są zdrowe od 2 tygodni, więc bardzo prawdopodobne jest, że na czas chrzcin któryś się rozłoży. Nie, żebym krakała, ale jak do tej pory nigdy nie były zdrowe zimą dłużej niż 2 tygodnie. Tak więc wysyłka chyba będzie bezpieczniejsza niż dowóz osobisty. No to się spieszę. Trzymajcie kciuki, żebym zdążyła.

Ostatnio jakoś się składa, że nadrabiam zaległości w kontaktach towarzyskich, więc na dzierganie czasu trochę mniej. Na weekend też mam zapowiedzianych gości, więc trochę w kuchni posiedzieć trzeba. Kuzynka wczoraj obroniła pracę magisterską więc będziemy świętować. A że mieszka pod Krakowem a my nie mamy samochodu, więc przyjadą do nas. Ano właśnie - nie mamy samochodu. Samochód stał sobie na parkingu pod blokiem i jakaś menda w niego wjechała. Menda rozwaliła cały bok - jedne i drugie drzwi i sobie pojechała - nawet nie zostawiła karteczki z numerem telefonu. A niech na tę mendę wszystkie plagi egipskie spadną i nogi sobie połamie. Samochód rozbity a my nie mamy kasy na remont. Tak się akurat złożyło, że mamy wielką dziurę budżetową. Co za pech!!! Mam tylko nadzieję, że jak już będzie wypłata to zdążą nam samochód naprawić i pojedziemy na ten chrzest. Pociągiem nie bardzo nam pasuje, bo połączenia polikwidowali i będzie problem z powrotem w niedzielę do domu. 

Zdjęcia sweterka nie ma. Aparat mi wcięło. Podejrzenie padło na najmłodsze dziecię. Muszę zrobić remanent w pudłach z zabawkami.

piątek, 18 lutego 2011
Obrus

Suszył się od wczoraj i nie wysechł. Dosuszałam go żelazkiem ale na brzegach dalej jest wilgotny, co niestety widać na zdjęciach - nie rozprasował się dobrze. Dosuszy się na stole ;-)

Poszła na niego cała zgrzewka nici Maxi. Nie pamiętam czy było w niej 6 czy 8 motków. Co prawda jeden motek musiałam dokupić, ale wsześniej z posiadanych nieco uszczknęłam, czyli można powiedzieć, że poszła zgrzewka.

I teraz trochę o wzorze. Wzór wzięłam z gazetki Robótki Ręczne 7-8/2009. I o ile część środkowa jest w porządku, to część zewnętrzna roi się od błędów. Niestety trzeba robić "na czuja". Bałam się, że po skończeniu obrus będzie falował, albo będzie się zwijał, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Ten wzór był przedrukowany kilka miesięcy temu w jakiejś polskiej gazetce, ale nie pamiętam co to była dokładnie za gazetka. Chciałam ją kupić, bo myślałam, że będzie wolny od błędów ale po dokładnym przyjrzeniu się, zobaczyłam, że są w niej dokładnie te same błędy co w mojej gazetce no i nie kupiłam. Przedrukowali bez zastanowienia. Znalazłam go również w necie jako skan jakiejś gazetki obcojęzycznej. Nie wiem czy pierwowzór jest więc polski czy nie, ale tamten wzór zawierał dokładnie te same błędy. Drugi raz bym się na niego nie zdecydowała, ale zanim doszłam do fragmentu z błędami zrobiłam zbyt dużo, żeby zrezygnować z niego całkiem. Ostatecznie z efektu jestem zadowolona. A będę jeszcze bardziej jak wyschnie lepiej i uda mi się rozprasować brzegi.

Zdjęcia z gratisem w postaci Wojtka, który ciągle wcinał się w kadr ;-)

DSC05199-dorfi

DSC05201-dorfi

DSC05200-dorfi

czwartek, 17 lutego 2011
I po feriach, czyli jesteśmy w domu

Długo mnie nie było, bo raz, że wyjechaliśmy a dwa, że po powrocie do domu okazało się, że nie mamy internetu. W sąsiednim bloku zapaliły się piwnice. A co to ma wspólnego z moim internetem? Ano ma i to dużo. W tamtym bloku znaduje się kawiarenka internetowa z której mam internet a w czasie pożaru spaliły się kable. Ale na szczęście panowie wszystko już naprawili i internet działa.

Robótkowo przez ten czas działo się mniej niż dziać się miało. I dosłownie i w przenośni. Nabrałam ze sobą drutów i włóczek jak głupia a nie zrobiłam prawie nic. Ledwo dojechaliśmy na miejsce Wojtek się rozchorował. Miał wysoką temperature i nic więcej. Myślałam, że to może od zęba, bo trzonowy mu idzie. Ale jak doszedł do tego kaszel i katar to już wiedziałam, że ząb ma z tym niewiele wspólnego. Zaczęłam szukać lekarza. No i okazało się, że to jest bardzo duży problem. Nigdzie nie chcieli nas przyjąć - nawet prywatnie. Bezrobocie ogromne a lekarzom nie chciało się przyjechać na prywatną PŁATNĄ wizytę do chorego dziecka. Dla mnie to już nie jest bezrobocie - to jest skrajne lenistwo. Uruchomiliśmy wszystkie kontakty, żeby jakiegoś lekarza przez kogoś znaleźć. Udało się dopiero we czwartek. No i lekarz kazał postawić Wojtkowi bańki. Na szczęście mu pomogły, bo zmiany w oskrzelach się cofnęły i obyło się bez antybiotyku. Tyle, że trzeba go było pilnować no i powrót do domu w określonym czasie nie był taki pewny a tu przecież ferie się skończyły i trzeba było Michała do szkoły posłać. Nerwówka była mocna.

Tak więc to co zawiozłam to przywiozłam w stanie nienaruszonym. Nawet z torby nie wyjęłam. Za to pochwalę sie, że po powrocie do domu skończyłam obrus. Zdjęcie jutro, bo na razie obrus jest wyprany, wykrochmalony i się suszy.

A jako, że mam dobre serce to postanowiłam pomóc Dorothei w leczeniu "włóczkozy zakaźnej" i przygarnęłam od niej 6 motków jasmin. Wreszcie zrobię coś dla siebie. I w zasadzie już dziś bym zaczęła, ale znowu mam pilniejszą rzecz do zrobienia. Sweterek na chrzest. Mam teraz motywację, żeby go szybko skończyć, bo jasmin na mnie czeka :-)

DSC05195-dorfi

piątek, 04 lutego 2011
A jednak jedziemy

Dobrze, że został jeszcze tydzień ferii. Dobre i tyle. Wyjeżdżamy jutro rano a ja jeszcze nie spakowana. No i nie wiem co robótkowego zabrać. Będę mieć więcej czasu na robótkowanie niż w domu. Aktualnie mam zaczęte tylko dwie robótki: haft na krośnie, a wiadomo, że krosna nie wezmę i obrus. Tyle, że obrusu do końca zostało 1,5 rzędu. No to nie opłaca się go zabierać, bo skończę go w jeden wieczór. A miejsca sporo zajmuje bo jest duży. Intensywnie myślę nad nową robótką.

Domki dla lalek

Która z nas nie marzyła w dzieciństwie o domku dla lalek? Ja marzyłam. Niestety w czasach mojego dzieciństwa domek mógł zostać tylko w sferze marzeń. Za to uwielbiałam bawić się domkiem koleżanki. Jej tata przywiózł go z zagranicy. Sama zrobiłam sobie domek z pudełka po butach. Wycięłam okno a kawałek koronki służył za firankę. Meble robiłam z pudełek po zapałkach a od brata koleżanki, który zbierał paczki po papierosach dostałam fajne pudełko z grubej tektury, które okleiłam materiałem i było bardzo eleganckim łóżkiem. Do tej pory wspominam mój domek ze wzruszeniem i łezką w oku. Byłam z niego taka dumna. A kiedy tata zrobił mi mini warsztat tkacki utkałam na nim dywanik. Domku dawno już nie ma, ale laleczka, która w nim mieszkała została ze mną do dziś. Teraz nawet boję się jej ruszać, żeby się ze starości nie rozpadła. Trzymam ją u mamy, żeby mi jej moi chłopcy nie zepsuli.

Jak Michał był mały kupiłam mu domek ze sklejki razem z mebelkami. Mieszkała w nim rodzinka misiów. Myślałam, że jak dorośnie to dostanę go w "spadku". Niestety domek został nieco zdewastowany. Teraz do tzw. zabawy domkiem dołączył Wojtek. Nie wiem czy coś z niego zostanie ;-)

Ale marzy mi się domek tylko dla mnie, wykonany bardzo dokładnie i ze szczegółami.

Mam koleżankę bardzo zakręconą domkowo. Zakręconą oczywiście jak najbardziej pozytywnie. Jej prace są dla mnie inspiracją i podziwiam ją za jej pasję i za to co robi. Założyła stronę internetową na której zdradza również nieco domkowych sekretów. Szczególnie polecam dział "Moja kolekcja" w którym zamieszcza zdjęcia domków, które sama odnowiła i urządziła z wielką dbałością o szczegóły. Ma dziewczyna Złote Ręce.

Może i Was nieco zainspiruje i przeniesie w świat dziecięcych marzeń?

http://www.belleepoque.pl

 

13:32, dorfi123 , Lalki
Link Komentarze (1) »
środa, 02 lutego 2011
Lawendowo mi

Od kilku lat usiłuję uprawiać lawendę na balkonie. Ze skutkiem niestety mizernym. A nawet baaardzo mizernym. Dopiero niedawno mnie oświeciło, że przecież nie muszę robić wszystkiego sama. Zajrzałam na allegro i postanowiłam kupić gotową suszoną lawendę. Dzisiaj listonosz przyniósł paczuszkę, która zapachniła mu całą torbę;-)

DSC05192-dorfi

300 gram cudnego zapachu. Cały czas ją wącham i wącham i wącham. No to się chyba domyślacie co będę szyć w najbliższym czasie?

Zamiast jechać na ferie będę siedzieć przy maszynie (pod warunkiem, że mi na to Wojtek pozwoli). Michał ma chyba jakąś infekcję wirusową. Oprócz wysokiej temperatury nie ma innych objawów. Lekarka go dzisiaj osłuchała i przebadała na wszystkie strony i nie potrafiła powiedzieć co mu jest. Wypisała receptę na leki antywirusowe.

A ja jestem trochę zła, bo w niedzielę mężowi zachciało się jechać na mszę do Kalwarii i zabrał ze sobą Michała. Ile razy pojadą tam na mszę to zawsze potem Michał choruje. Chyba kategorycznie zabronię mu chodzenia do kościoła w sezonie grypowym. Jeszcze nie widziałam, żeby choć raz na mszy ktoś nie kichał albo nie kasłał. Przychodzą chorzy i zarażają innych. A wirusa mógł złapać tylko w kościele, bo po ostatniej chorobie nie wychodziłam z nim z domu.

Candy na luty i marzec

Wspaniałe tkaniny można wylosować u Ladyjm

http://longredthread.wordpress.com/2011/02/02/candy/#comment-462

dsc0081

Losowanie 1 marca.

W Kolorowym Zaciszu do wylosowania niciarka

DSC02825nap

http://darsi-kolorowezacisze.blogspot.com/ Losowanie 8 marca.

U Ishin robótkowy kuferek

7

http://ishin1.blogspot.com/2011/01/walentynkowe-candy.html Losowanie 5 lutego.

U Margott też candy. Przygotowała dla zwycięzcy serduczko

P1050279

http://margott-awszystkocokocham.blogspot.com/

Zabawa trwa do 20 marca.

17:08, dorfi123 , Candy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 lutego 2011
Wykrakałam

Wczoraj się pochwaliłam, że jesteśmy wszyscy zdrowi a dzisiaj Michał obudził się z wysoką temperaturą. Innych objawów nie ma, więc się obserwujemy. Wyjazd na ferie odwołany. A tak chciałam wyjechać.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

I am a
Sunflower

What Flower
Are You?