poniedziałek, 31 stycznia 2011
Próba nowych drutów

Dziękuję za życzenia zdrowia. Na szczęście jesteśmy już zdrowi - WSZYSCY. Oby to trwało jak najdłużej (tfu tfu żeby nie zapeszyć). Udało nam się również wykonać zaległe szczepienie Wotka (miało być w październiku).

Na polu robótkowym nawet coś się dzieje. Obrus prawie skończony. Do końca zostało 2,5 rzędu, ale zabrakło mi nici. Zanim je kupiłam (bo już je mam) postanowiłam wypróbować nowe druty. Złapałam więc za kupioną razem z drutami włóczkę. Kupiłam ją na sweter dla Wotka ale jak policzyłam ile ma swetrów to stwierdziłam, że kolejny nie jest mu potrzebny, bo wyrośnie zanim zdąży go założyć. Postanowiłam zrobić dla siebie kamizelkę. No i skończyłam ją wczoraj. Tylko zdjęcia na razie nie będzie bo nie ma kto zrobić, a kamizelka o wiele lepiej wygląda na ludziu niż na płasko. Druty sprawdziły się i jestem z nich zadowolona. Nawet bardzo zadowolona. Tyle, że jednak konieczne jest używanie dołączonego do nich kluczyka. Bez kluczyka żyłka w trakcie robienia się odkręca. Ale pewnie nie każdemu - mam wyjątkowo słabe ręce i zawsze miałam z tym problem. Przy praniu ręcznym też zawsze wołam męża, żeby je odcisnął, bo ja nie mam siły.

No ale nie o praniu miało być. Chciałam napisać o włóczce. Trochę się nią rozczarowałam. Włóczka to Yarn Art Baby. W dotyku cudownie milutka. Kupiłam 5 motków, czyli 25 dkg. I chyba trafiłam na wyjątkowo pechową partię. Pierwszy motek był w porządku. Drugi motek niestety tylko w połowie. Mniej więcej od połowy składał się z samych supłów. Niektóre były co 20 cm. Dobrze, że nie kupowałam tej włóczki na maszynę dziewiarską bo skończyłoby się połamanymi igłami. I tak do końca motka był supeł na suple. Byłam zła. Trzeci motek znowu był dobry do połowy. Co prawda supłów w nim nie było, ale włóczka raz była cienka jak włos a za chwilę gruba jak palec. Na szczęście po kilku metrach nierówności się skończyły i dalej była już normalna. Czwary motek przerobiłam do połowy i skończyłam kamizelkę. Sama jestem ciekawa co się kryje kilka metrów dalej, ale jakoś nie mam ochoty go rozwijać, żeby sprawdzić. Piąty motek został nienapoczęty. Efekt jest taki, że choć włóczka w dotyku jest cudowna, to więcej jej nie kupię. Boję się co się może kryć w środku. Oczywiście te pierwsze metry, które są widoczne na wierzchu motka są bez zastrzeżeń.

Jak trafi się ktoś kto zrobi mi fotkę to wstawię zdjęcie. Ogólnie z kamizelki jestem zadowolona i będę w niej chodzić. Ciekawe jaka się zrobi po praniu? Na banderolce jest napis, że włóczkę można prać w pralce.

A teraz idę trochę powyszywać. Mam zaległy śliniaczek do wyhaftowania a we środę wyjeżdżamy i pasuje go wręczyć nowej właścicielce.

Edit:

Stwierdziłam, że moge się nie doczekać aż mi ktoś zdęcie zrobi więc zrobiłam jak umiałam w lustrze ;)

DSC05185a-dorfi

DSC05191-dorfi

środa, 19 stycznia 2011
Zaszalałam

Myślałam i zastanawiałam się nad zakupem kilka miesięcy. Na wielu blogach i forach były wychwalane. Wreszcie się przełamałam i kupiłam. Cały komplet (a co się będę rozdrabniać). Mam i ja swoje KP. Do tego kupiłam szydełko tunezyjskie. Jeszcze w podstawówce bawiłam się wzorami tunezyjskimi. A że wtedy takiego szydełka nie było można nigdzie kupić to faktycznie się bawiłam i robiłam kocyki dla lalek, bo nic większego na zwykłym szydełku zrobić się nie dało. No to teraz mam i będę próbować. Przyznam się, że szydełko kupiłam trochę ze skąpstwa. Kosztowało prawie tyle samo co koszty wysyłki zamowienia a że razem z szydełkiem całe zakupy łapały się na darmową wysyłkę to chyba się nie dziwicie? Gdybym go nie kupiła to ogólny rachunek byłby i tak taki sam. Do tego kupiłam włóczkę na sweterek dla Wojtka. Ale to dopiero na przyszły sezon, więc troszkę u mnie poleży (czyli nabierze tzw. mocy urzędowej). Ech, już bym się za druty złapała tylko te moje dzieci jakoś wcale na śpiące nie wyglądają ;-).

DSC05177-dorfi


Skrzaciku byłam na Twoim blogu i przeczytałam. Na pewno napiszę, ale nie wiem kiedy. Jakoś ostatnio ciężko mi się myśli (już 6-ty dzień mam gorączkę).

środa, 12 stycznia 2011
Oby do wiosny

Napisałam taki długi wpis i poleciał w kosmos. Leć sobie wpisie, leć, może odkryjesz nową planetę? Miało być o zimie, śniegu i wiośnie, ale nie chce mi się pisać jeszcze raz. Zresztą i tak drugi raz tego samego nie napiszę bo już dokładnie nie pamiętam co pisałam.

Siedzimy sobie w domu i posiedzimy jeszcze minimum z tydzień. Naszło mnie na szydełkowanie, co wykorzystuję jak się da. Do końca obrusa zostało 5 rzędów. Ale widzę, że zabraknie mi nici. Zapasów w domu już nie mam - trzeba kupić. Tyle, że jak wyjść do pasmanterii nie wychodząc z domu? W necie jednego motka nie opłaca się zamawiać, bo koszty przesyłki wyjdą więcej niż ten jeden motek kosztuje. Zresztą i tak nie dojdzie do soboty a jest szansa, że w sobotę uda mi się wyjść na chwilkę z domu.  Jeśli mąż będzie mógł zostać z dziećmi. Ale czy będzie mógł to się okaże. Soboty zwykle spędzamy na budowie a ostatnio mąż został z budową sam, no bo ja z domu nie wychodzę. A mamy sporo zakupów do zrobienia, które powinniśmy zrobić razem. Tak więc dzieci chorują a zaległości we wszystkim rosną.

Jeszcze 3 tygodnie i będą ferie. Chcę zmienić chłopakom klimat i wyjechać do rodziny. I tu mnie znowu zaczyna denerwować ostatnia reforma, która wprowadziła ferie w różnych terminach dla różnych stron Polski. Michał ma ulubionego kuzyna, do którego bardzo lubi jeździć. W czasie wakacji spędzają ze sobą prawie każdy dzień. W czasie ferii zimowych jest to niestety niemożliwe, bo jak u nas ferie się zaczynają to u nich się kończą. Tak więc pomimo, że będziemy na tym samym osiedlu chłopcy się ze sobą wiele nie pobawią, bo kuzyn będzie w szkole a Michał będzie się nudził u babci. Tyle, że powietrzem innym pooddycha. Ja też ostatnio żyję tylko tym wyjazdem i zastanawiam się jaką robótkę ze sobą zabrać. Obrus pewnie skończę, więc pasuje zacząć coś nowego. Tylko co? Plany co prawda mam, ale hafciarskie a krosna na pewno ze sobą nie wezmę. I wstyd pojechać z pustymi rękami. Kuzynka niedawno urodziła córeczkę, obiecałam jej sweterek i haftowany śliniaczek i co? I nic. Nie miałam czasu zrobić. Zostały jeszcze 3 tygodnie. Może zdążę?


aggaw - do Ciebie niestety mam strasznie daleko :-( Ale tamten wpis był do dziewczyn z okolic, które wiedzą gdzie mieszkam, bo mieszkają rzut beretem ;-)

niedziela, 09 stycznia 2011
Świętowanie i chwila refleksji

Wstyd się przyznać, ale znowu przegapiłam jubileusz. A w piątek minęły 4 lata odkąd zaczęłam prowadzić ten blog. I dużo i mało. W każdym razie nie spodziewałam się, że aż tyle wytrzymam. Miałam co prawda chwile przerwy, ale i były okresy gdy wpisy robiłam codziennie. Dopiero na blogu widać jak czas szybko leci. Wydaje mi się, że daną pracę wykonałam tak niedawno a tu się okazuje, że to było np. dwa lata temu. Daty na blogu nie kłamią. Były momenty, kiedy miałam ochotę go zamknąć, bo rzeczywistość była tak brutalna, że nie pozostawiała czasu na robótkowanie. Zresztą ostatnio też miałam ochotę to zrobić. Ale wróciłam sobie dzisiaj do starych wpisów i stwierdziłam, że szkoda. Zawiera ładny kawałek historii - mojej historii. Warto więc zostawić go choćby na pamiątkę.

Dziękuję, że mnie odwiedzacie, że wpisujecie komentarze, że chce Wam się oglądać moje prace i czytać co wypisuję. Dla Was wszystkich wirtualny torcik. Smacznego!!!!

tort

A sobie życzę więcej czasu na robótki i żebym miała co pokazywać na blogu :-)

piątek, 07 stycznia 2011
Noworocznie

No i mamy Nowy Rok. Rok pełen nadziei, marzeń do spełnienia i planów do zrealizowania. Ubiegły rok był dla nas niezbyt udany. Spotkało nas sporo niemiłych rzeczy. Mam więc nadzieję, że ten, w który właśnie weszliśmy będzie lepszy. Ale niestety zaczął się nieciekawie. Znowu chorujemy. Tym razem dopadła nas grypa. Michał musiał ją złapać w poczekalni w przychodni, bo tylko tam wychodziliśmy. Najpierw więc chorował Michał, potem zaraził się Wojtek (któremu niestety poszło na uszy) a teraz dopadło mnie. Ostatnie 3 dni spędziłam prawie umierając z temp. w okolicach 40 stopni. Pierwszy raz w życiu chorowałam na grypę. Teraz już temperatury nie mam, ale jestem bardzo słaba i na nic nie mam siły. Ale mam nadzieję, że niebawem dojdę do siebie.

I trochę prywaty do dziewczyn z moich okolic. Poszukuję osoby do przyprowadzania Michała ze szkoły. W trybie pilnym. Obawiam się, że obecna zima będzie taka sama jak ubiegła i znowu do kwietnia będziemy chorować. Ale nie ma sensu, żeby Michał nie chodził do szkoły tylko dlatego, że nie ma go kto ze szkoły do domu przyprowadzić jak Wojtek się rozchoruje. Wiadomo, że z chorym dzieckiem na mróz nie wyjdę. Jeżeli więc znacie kogoś kto mieszka na moim osiedlu, albo gdzieś blisko, ma czas i chciałby sobie dorobić to proszę o telefon lub maila.

A robótkowo co słychać? Pamiętacie ten obrus? http://dorfi.blox.pl/2010/04/Obrus-odslona-III.html

W czasie przedświątecznych porządków znalazłam dwa motki kordonka, z którego go robiłam. Oczywiście motki nie były pełne, bo zrobiłam z nich dawno temu kilka innych rzeczy. No ale wróciłam do obrusa. Zobaczę na ile rzędów wystarczy. Do końca zostało mi 10 rzędów. Może się uda?

Od dawna podoba mi się pomysł Lacrimy z liczeniem przerobionych metrów nici. Przy mulinie takie wyliczenia nie są co prawda możliwe, ale przy szydełku czy drutach jak najbardziej. Tyle, że się zastanawiam czy liczyć od 1 stycznia czy zacząć dopiero od nowych robótek? No bo jak teraz przeliczyć obrus, do którego robienia właśnie wróciłam?

czwartek, 30 grudnia 2010
W starym roku stare zaległości

Staram się zakończyć wszystkie stare zobowiązania podjęte w starym roku. Chcę w nowy rok wejść z czystym kontem. Czy mi się uda? Mam nadzieję. Skończyłam sweter dla córeczki koleżanki. Sweter już został oddany a nowej właścicielce się spodobał. Zdjęć "na ludziu" nie będzie. Próbowałam go sfotografować na Michale, ale i rozmiar nie ten i kolor nie dał się dobrze uchwycić na zdjęciach. Tak więc sweter na płasko doświetlony czym się tylko dało, żeby było cokolwiek widać.

DSC05159-dorfi

DSC05157-dorfi

DSC05158-dorfi

środa, 29 grudnia 2010
I po Świętach - a szampana nie będzie

Święta minęły a mnie się nawet nie chciało wpisu na blogu zrobić. Jakoś nie miałam nastroju. Dalej chorujemy. Michał złapał przed świętami katar i poszło mu na uszy. Nawet do kościoła nie poszliśmy. Za to w Boże Narodzenie odwiedziliśmy dyżurną przychodnię. Ludzi tłum. Na dokładkę Wojtek złapał zapalenie spojówek a mnie mordują zatoki. No to sobie siedzimy na antybiotykach. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tego chorowania. Jak przez kilka dni Wojtek był zdrowy to aż mi dziwnie było.

Dekoracji świątecznych w tym roku prawie nie robiliśmy. Prawie, bo zrobiłam kilka frywolitkowych gwiazdeczek a Michał zrobił małą choinkę ze styropianu i bibuły. 

DSC05131-dorfi

Dzisiaj planowaliśmy wyjście do restauracji - mamy rocznicę ślubu. Ale z planów nic nie wyszło. Siedzimy w domu i się kurujemy. Szampana też nie będzie, bo jestem na antybiotyku.

Za to dostałam kwiaty od męża :-)

DSC05160

Miłego wieczoru życzę wszystkim tu zaglądającym.

piątek, 10 grudnia 2010
Pech nas nie opuszcza

Znowu długa przerwa w blogowaniu. Aż mi się nie chce pisać o tym co się nam ostatnio na głowy zwaliło. Dopiero Michał chorował i był w szpitalu a teraz znowu Wojtek. Michał znowu przyniósł katar ze szkoły. No i Wojtek się lekko podziębił. A że i tak mieliśmy umówioną wizytę u lekarza, bo mieliśmy się szczepić to stwierdziłam, że pomimo lekkiego przeziębienia się zbadamy. Nie wiem co się ostatnio w mojej przychodni dzieje. Pediatrzy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Znowu była nowa lekarka. No to zbadała Wojtka. Stwierdziła, że ma zaczerwienione gardło i zapalenie ucha i dała antybiotyk. Trochę się zdziwiłam tym uchem, bo przecież jak miał miesiąc temu to wył z bólu i miał wysoką temperaturę. No ale jak lekarka taką diagnozę postawiła to przecież nie będę się kłócić - nie jestem lekarzem. Wróciliśmy do domu. W nocy Wojtek zaczął się dusić. Wezwałam pogotowie i lekarka stwierdziła, że to zapalenie krtani. Od razu dostał zastrzyk. Obejrzała mu ucho i stwierdziła, że nie widzi zapalenia. Za to zawieźli nas na sygnale do szpitala. W szpitalu też lekarka nie widziała zapalenia ucha ale zadzwonili po laryngologa. Laryngolog zapalenie ucha kategorycznie wykluczył. Lekarka w przychodni się pomyliła czy w ciągu kilku godzin cudownie ozdrowiał? Pozostało jednak zapalenie krtani, którego lekarka w przychodni nie zdiagnozowała. No więc dostałam łóżko polowe i zostałam z dzieckiem w szpitalu. Spaliście kiedyś z dzieckiem na łóżku polowym? Nic wygodnego. Młody nie chciał spać w szpitalnym metalowym łóżeczku za nic na świecie. A zwykłe łóżka były. Tyle, że podobno tylko dla mam małych dzieci i matek karmiących no a mnie nie zaklasyfikowali bo 1,5- roczne dziecko to przecież dorosłe jest i zjada tylko kotlety i pieczone bawoły.  No to się wkurzyłam, bo jak by nie patrzeć jestem matka karmiąca małego dziecka. Łóżko dostałam dopiero na następną noc. A że łóżka polowe na dzień zabierają to przez cały dzień Wojtek w szpitalu nie spał bo nie miał na czym. (oczywiście te łóżka nie są za darmo - płaci się za każdy nocleg i za zwykłe i za polowe wg tej samej stawki). Do metalowej klatki nie dał się włożyć. No i zaczął zdrowieć. Już czuł się nawet dość dobrze, dopóki nie dostał rota wirusa. Po kolei wirus przechodził przez wszystkie sale i w trakcie naszego tam pobytu złapały go wszystkie dzieci. Kolejne dwa dni spędził więc pod kroplówką. Dobrze, że przynajmniej łóżko nam dali to miał na czym leżeć. Niestety w między czasie ja się od niego zaraziłam i musiałam wrócić do domu. Na szczęście umierałam tylko przez jedną noc a potem poczułam się lepiej. Ale pech chciał, że przez tę noc zaraziłam wszystkich innych domowników, czyli Michała i teściową, która przyjechała, żeby Michała przypilnować kiedy ja byłam w szpitalu a mąż w pracy. Michał się rozłożył jak już wróciłam do Wojtka do szpitala i nawet mi o jego chorobie nie powiedzieli. W tym czasie Wojtek już się dobrze czuł (łagodnie przeszedł, bo był zaszczepiony). Ale bardzo "mądra" pani doktor ze szpitala postanowiła zrobić rotację bo chciała mieć jak najwięcej wolnych sal. Tak więc przenieśli nas. Przenieśli nas do dziewczynki, która też tego wirusa złapała. Tyle, że oprócz tego miała gile do pasa i kasłała okrutnie (w szpitalu się tak zaziębiła). A że Wojtek na katar wrażliwy jest okrutnie to od razu pobiegłam do pielęgniarki z prośbą o przeniesienie na inną salę, żeby się nie zaraził. Pielęgniarka przyznała mi rację, ale że to była decyzja pani doktor to ona nic nie mogła zrobić. No to do pani doktor się udałam. Ją to nie obchodziło. Jej były tylko wolne sale potrzebne (a połowa oddziału była pusta) i nie zgodziła się nas przenieść. W poniedziałek była w szpitalu nasza lekarz prowadząca. Dała Wojtkowi jeszcze jeden antybiotyk i pozwoliła nam w nocy pójść do domu. Oczywiście dzień wcześniej Wojtek zaczał już kasłać i nos mu się zatkał co było do przewidzenia ale na szczęście udało nam się to ukryć i uciekliśmy do domu.  Z rozwijającą się chorobą by nas z tego szpitala nie wypuścili a nie wiadomo jaką kolejną chorobą by zarazili. Tak więc w nocy uciekliśmy ze szpitala a teraz leczymy się w domu. Michał powoli wraca do zdrowia. Mocno go ten rotawirus trzepnął. Jeszcze go trzymam na diecie.

Z racji powyższego stan robótek przedstawia się zerowo. Nie zrobiłam nic, bo jak przyjechało pogotowie to nie było czasu na pakowanie rzeczy a mąż mi potem do szpitala nic nie przywiózł, bo ciągle zapominał. Jeśli wkrótce nie zwariuję to może za jakąś robótkę się wezmę. Ale czuję, że prędzej zwariuję bo dużo mi do krańcowego obłędu nie brakuje, a do szpitala wariatów chyba z potencjalnie niebezpiecznymi narzędziami nie wpuszczają?;)

sobota, 20 listopada 2010
Candy listopadowo-grudniowe

Postanowiłam otworzyć nową kategorię na blogu na wszelkiego rodzaju cukierkowe rozdawajki. Terminy losowań ostatnio robią się tak długie, że informacje o nich się całkiem zagubią pomiędzy innymi wpisami.

Tak więc zapisałam się do Apuni http://apuni.blogspot.com/ , gdzie jest do wylosowania cudny koszyczek

candy apuni-koszyczek 1

Losowanie 6 grudnia.

Zapisałam się również do Miry http://poukladanyswiat.blogspot.com/ na waniliowy komplet

candy u Miry-waniliowe4

Losowanie 13 grudnia

Migoshia  http://migoshia.blogspot.com/też przygotowała cudną rozdawajkę

candy-migoshia

losowanie 15 grudnia.

A u Lacrimy http://zamotanalacrima.blogspot.com/ włóczka

lacrima

zapisy do 17 grudnia.

U Mimi http://www.decostyl.pl/bo-mimi-blog/candy-po-raz-pierwszy.html do wygrania puszki.

losowanie 6 grudnia.

 W Ushiilandii też candy. Można dostać półeczkę-domek na drobne przydasie http://ushiilandia.blogspot.com/2010/11/candy-moje-drogie-panie-i-panowie-candy.html

candy ushiilandia domek

Losowanie 10 grudnia.

U Fanaberii do wylosowania druty  http://fanaberiawpradze.blogspot.com/

Fanaberia

Zabawa trwa do 27 grudnia.

20:10, dorfi123 , Candy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 listopada 2010
Troszeczkę wiosny i sikorki

Zbyt długo nie robótkowałam. Jak usiadłam wczoraj przy krosnach to od razu tak mi się lżej na duszy zrobiło. Potrzebowałam chwili sam na sam z igłą. Wróciłam do sikorek, które od dawna mam przypięte do krosna i tylko jakoś zabrać się za nie nie mogłam. Na podmalowaną kanwę to chyba się już kiedyś żaliłam? Sztywna jak blacha. Nie umiem haftować w naparstku ale po wczorajszym widzę, że jednak muszę się do niego przyzwyczaić. Bardzo mnie bolą palce od przepychania igły. I jak miałam wielką ochotę na zakup podmalowanej kanwy to teraz wiem, że więcej już takiej nie kupię. Zmęczę te dwa zestawy, które kupiłam i na tym koniec. A co wczoraj zrobiłam? Troszkę kwiatów. Jakoś tak wiosny mi się zachciało. Za oknem tak ciemno...

DSC05106-dorfi

DSC05107-dorfi

DSC05105-dorfi

A że wyszywałam w nocy postanowiłam wreszcie sprawdzić lupę hafciarską, również zakupioną na wystawie DMC. No i jednak wygodniej mi bez tej lupy. Ale przetestuję ją również przy najbliższej okazji na drobniejszej kanwie. Przy 14-tce nie jest niezbędna.


Dziękuję za wszystkie dobre słowa. Powoli wygrzebuję się z dołka.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

I am a
Sunflower

What Flower
Are You?